Zdarza nam się narzekać na rzeczywistość w jakiej żyjemy i porównywać ją z ideałami, jakie nosimy w swoim sercu. Denerwujemy się, że ani my sami, ani ludzie wokół nas, ani wydarzenia nie spełniają naszych oczekiwań. Tymczasem okazuje się, że klucz leży nie w zewnętrzych okolicznościach, ale w naszym przeżywaniu tego co nas spotyka – tym w jaki sposób patrzymy na świat. W tych samych sytuacjach jedni zatrzymują się na bólu i frustracji, a inni potrafią odnaleźć nadzieję i zapowiedź radości.  

Dla nas, uczniów Jezusa, odniesieniem będzie spojrzenie Boga. W jaki sposób On widzi wydarzenia, mnie i inne osoby? Przede wszystkim możemy być pewni, że patrzy z miłością, z troską i czułością. On nie zatrzymuje swojego wzroku na tym, co na powierzchni, ale przenika nas i zagląda prosto w serce. Bóg widzi w nas tę najgłębszą część, w której jesteśmy całkowicie sobą, w której zdejmujemy wszystkie maski i pozostajemy prawdziwi. To właśnie tam, we wnętrzu serca jesteśmy z Nim najbardziej zjednoczeni i nasze pragnienia są całkowicie zgodne z Jego pragnieniami. W jaki sposób możemy uczyć się żyć na poziomie tej głębi i przez ten pryzmat patrzeć na świat? Poprzez kontemplację.

Kontemplacja, to czas, kiedy sam na sam z Bogiem trwamy na modlitwie, słuchamy Słowa i uczymy się patrzeć na świat Jego oczami, ale to też postawa, która może przenikać całe nasze życie, jeśli uda nam się w codzienności zadbać o kilka rzeczy - wyciszenie, refleksję, uważność i  wrażliwość.

Kiedy każdy dzień przynosi mnóstwo różnych bodźców, a my biegniemy od jednego zadania do drugiego, nie uda się uniknąć powierzchowności. Nasze serce tęskni za ciszą, choć często się jej boimy, a jej osiągnięcie wcale nie jest proste. Nawet jeśli uda nam się na chwilę zatrzymać i wyłączyć dźwięki z zewnątrz, znacznie trudniej będzie nam uciszyć nasze rozbiegane myśli, tłumione uczucia i cały wewnętrzny świat, który do tej pory nie mógł dojść do głosu. Dopiero kiedy przebijemy się przez ten gąszcz, znajdziemy się w centrum nas samych, gdzie mieszka żywy Bóg. Tam możemy usłyszeć Jego głos. Dlatego pierwszym krokiem ku kontemplacyjnemu przeżywaniu rzeczywistości może być ograniczenie treści, jakie przyjmuje nasz mózg każdego dnia. Może nie musimy być wszędzie, ze wszystkim być na bieżąco i zrobić wszystkiego tak idealnie jak zaplanowaliśmy. Poprzestanie na „mniej” paradoksalnie spowoduje, że dostrzegać zaczniemy „więcej” i żyć „głębiej”.

Wyciszenie nie jest nam potrzebne tylko po to, żeby usłyszeć co na modlitwie chce nam powiedzieć Pan Bóg. Równie ważne jest odnajdowanie Jego obecności w zwykłych wydarzeniach, rozmowach, tym co przeczytaliśmy, ale przede wszystkim w tym w jaki sposób reagujemy na to, co nas spotyka, czyli w naszych myślach i uczuciach.  Pan Bóg porozumiewa się z nami na tysiące sposobów i dlatego ważne jest, żeby znaleźć czas i przestrzeń na refleksję. Bardzo pomocny może być ku temu np. ignacjański rachunek sumienia, który uczy nas wdzięczności za drobne codzienne łaski i pozwala nam zobaczyć gdzie w danym dniu udało nam się odpowiedzieć na Boże natchnienia, a gdzie ulegliśmy pokusie. To też moment, kiedy możemy razem z Jezusem spojrzeć w przyszłość i pomyśleć nad czym chcemy pracować, by coraz bardziej jednoczyć się z Jego Sercem.

Kolejnym ważnym krokiem jest uważność, świadomość tego co przeżywamy. Często bardzo trudno jest nam być „tu i teraz”, bo myślami jesteśmy albo we wspomnieniach przeszłości, albo w planach na przyszłość. Jednak życie toczy się w tym momencie i łaska jest dostępna dziś. Im bardziej świadomie tę chwilę przeżyjemy, tym bardziej otwarci na tę łaskę będziemy.  Często nie zdajemy sobie sprawy z tego jak wielki wpływ na nasze odnajdowanie Boga we wszystkim może mieć świadome poczucie smaku porannej kawy, zapachu kwiatów po drodze do pracy, czy odgłosu deszczu spływającego po naszej parasolce. Od tego już tylko krok, by zauważyć, że ktoś ze znajomych czuje się samotny, że ktoś na ulicy potrzebuje pomocy albo że jakaś sprawa wymaga naszego zaangażowania.

Ostatnim krokiem jest wrażliwość. Jeśli żyjemy w uważności, dbamy o ciszę i poddajemy swoje życie refleksji, możemy świadomie przyjąć podstawę, która sprawi, że rzeczywistość zacznie nas przemieniać. Staniemy się wtedy podatni na zranienia, będziemy gotowi zrezygnować z siebie, by dawać innym życie. Będziemy coraz bardziej upodabniać swoje serca do Serca Jezusa. Jemu nikt życia nie odbrał, ale On sam oddał je za nas wszystkich. Ostatecznie właśnie oddanie życia z miłości jest zawsze celem kontemplacji.  

© Siostry Sacre Coeur 2020
Wykonanie: Solmedia.pl